poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 4

Sobotni Ranek, to właśnie dzisiaj, jest bal. Boję się, że będę musiała być z nim na jednej sali przez kilka godzin, ale trochę się cieszę.. o 19 zaczyna się impreza, a ja musze iść na zakupy..
Przecież sukienka sama się nie kupi. O pomoc w zakupie, poprosiłam mamę. O jedenastej zjadłyśmy śniadanie, i zaczęłyśmy dzień piękności.. Najpierw poszłyśmy zrobić makijaż, a następnie, szukałyśmy odpowiedniej sukienki i dodatków, na koniec tylko zaszłyśmy coś zjeść, i wróciłyśmy do domu gdzie czekała na mnie już pani fryzjer. Gdy skończyła mnie czesać była już godzina 17, więc zaczęłam się szykować, mój stój wyglądał tak:
Gdy już wszystko było gotowe, tata podwiózł mnie pod szkołę, ja niepewnie weszłam,  i udałam się do sali, gdzie odbywał się bal. Już na schodach słychać było muzykę. Na moje nieszczęście, musiałam akurat wchodzić po stopniach w ten sam czas co Marcin.. Speszyłam się trochę, ale udawałam, że go nie widzę. On jest taki przystojny, a w garniturze to już całkowicie, jestem w szoku, ciekawe dla kogo się tak wystroił, pewnie zaprosił swoją dziewczynę..... Gdy już doszłam do sali, to Piotrek zaprosił mnie do tańca, potem Hubert i Filip..
                                                           (*****Marcin*****)
Jejku jak Vanessa pięknie wygląda.. Jest tutaj najpiękniejsza.. taka idealna. Cały czas nie mogę oderwać od niej wzroku... Jest taka inna taka niewinna, taka zamknięta w sobie...
 
-Panie Marcinie, zatańczy pan ze mną?- zapytała się mnie, Julia z 3b, Jest ładna i to bardzo, ale nie dla mnie.. jest za bardzo śmiała.
 
- Oczywiście, że tak z miłą chęcią- to była okazja dla mnie..Vanessa tańczyła z Filipem z moim przyjacielem, więc, będę miał okazje zrobić odbijanego i z nią zatańczyć.
Dziewczyna zaciągnęła mnie na parkiet, akurat leciała wolna nuta..
wszystko działo się tak szybko, zobaczyłem że są blisko nas, więc to wykorzystałem i...
 
-Odbijany-powiedziałem, i zabrałem piękną Van w swoje ramiona.. widać było, ze to dla niej niekomfortowe. Tańczyliśmy pięć piosenek razem, cały czas patrząc sobie głęboko w oczy, nie zważaliśmy na nikogo.. liczyła się tylko ona, reszta nie grała roli. Widać było, że Julka zadowolona nie była, a nauczyciele patrzyli się na nas jak na intruzów. Taniec z tą cudowną dziewczyną, był dla mnie taki odprężający, a jednocześnie bałem się, że coś jej zorbie, ona jest taka drobna, taka skromna, taka idealna.. Od czasu tego pocałunku pod jej domem, myślę tylko o niej, Jej usta idealnie pasują do moich... moi bliscy mi nie uwierzą ale tak ZAKOCHAŁEM SIĘ I TO NA ZABÓJ.
Pod koniec balu, trochę się smuciłem bo moja ukochana, wolała pojechać z Piotrkiem, Hubertem i Filipem..no ale cóż to moi przyjaciele ufam im.
                                                      (Vanessa)
Prawie cały wieczór tańczyłam z Marcinem, nie powiem bo podobało mi się i to bardzo..
O 22 do domu postanowili odwieźć mnie Hubert, Filip i Piotrek.. zgodziłam się..
W AUCIE..
 
-No Vanessa, fajnie się tańczyło z Marcinkiem?-zapytał Gozdek... jak zwykle ciekawski
 
- A fajnie a co? Zazdrosny?- zaśmiałam się,
 
- HA HA HA-nie ma czego, tańczyłaś z moim przyjacielem- powiedział a ja byłam w szoku.. jak to, to oni się przyjaźnią, zrobiłam wielkie oczy..
 
- to wy się przyjaźnicie? Może jeszcze czegoś nie wiem?-Zapytałam trochę wkurzona, ale tez ciekawa.
 
-NO tak, Ja, Marcin i te dwa pacany  - nie dokończył bo chłopcy za protestowali..
 
 
-Jakie pacany, chyba bogowie seksu-Powiedzieli jednocześnie- a ja wybuchłam śmiechem,,
 
-NO a wracając to my właśnie tworzymy zespół -NEO-
-o jacie.. to fajnie.. ale jestem w szoku... no bo Marcin jest od was starszy co nie? - Robię się coraz bardziej ciekawska, i chcę się czegoś dowiedzieć o nim..
 
- No tak, ale to nic.. przyjaźnimy się już długo, jak będziesz chciała to jutro jest zlot naszych fanów, będziemy przy pałacu kultury od strony kinoteki-powiedział, i akurat dotarliśmy do domu.
 
 
-Dziękuje za zaproszenie, i pa-dałam każdemu po buziaku w policzek, i poszłam do środka,
 gdzie nie dobyło się od zdania relacji z balu.. mama była bardzo szczęśliwa, ze znalazłam przyjaciół.
Kiedy już mnie puścili, poszłam do pokoju, wzięłam prysznic i przebrałam się w pidżamę.
Napisałam jeszcze krótką notkę do pamiętnika, i rozmyślałam o tym co powiedzieli mi chłopcy, Marcin śpiewa, a jutro mam okazje z nim normalnie po gadać i posłuchać jak śpiewa...
naszykowałam sobie jeszcze zestaw na jutro i poszłam spać
wyglądał on tak:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to już 4 rozdział, jestem taka nakręcona.. zaraz szkoła, ale postaram się dodawać chociaż co tydzień nowy rozdział.. <3
 

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 3

Udaliśmy się pierw, na parter, gdzie znajdowały się szafki na kod.. ja swojego nie dostałam, więc chłopak zaproponował mi bym schowała swój płaszcz do jego szafki, zgodziłam się bo przecież nie będę targała tego ciężkiego odzienia przez prawie cały dzień, gdy już wykonaliśmy czynność, to następnym przystankiem był korytarz na pierwszym piętrze.. Obeszliśmy go całego, znajdowały się tam sale od 1-13. Już mieliśmy wchodzić na schody, by iść na drugie piętro ale usłyszeliśmy dwóch chłopaków, którzy wołali Piotra. Obejrzeliśmy się i chłopak zaczął im machać, tajemniczy koledzy mojego towarzysza podeszli do nas, przywitali się z nim..

-Piotrek a co to za piękna dziewczyna?-zapytał się chłopak z bujną czupryną, i obdarzył mnie pięknym uśmiechem, chłopka robi wrażenie, jest strasznie przystojny..

-To Jest Vanessa, moja nowa koleżanka z klasy, Van-zwrócił się do mnie tak pierwszy raz dzisiaj, ale nie powiem podobało mi się to.-To jest Filip, ten koło niego to Hubert..-Powiedział a chłopcy po kolei mnie przytulili, było to dla mnie nowe nie miałam nigdy kolegów, a co dopiero takich przystojnych..

-Miło mi was poznać.. Hubert przepraszam, że zapytam ale, jesteś strasznie podobny do naszego Dyrektora.-Powiedziałam i spuściłam wzrok na czubki moich butów.

- hahaha -Zaśmiał się czyli to zły znak? Jaka ja jestem głupia na początku znajomości pytać o takie coś.. Oj Vanessa ale jesteś głupia..-Tak to mój tata, i dlatego jestem taki do niego podobny- powiedział i się tak strasznie bosko uśmiechnął...uff nie zrobiłam gapy.. wiedziałam, że coś ich łączy..
Uśmiechnęłam się tylko.. cały czas czułam, że Filip się na mnie patrzy.
-Vanessa, a czy ty zostałaś już poinformowana, że w tą sobotę odbędzie się bal w naszej szkole, on będzie dla całej szkoły-powiedział wreszcie Filip...Byłam w szoku przecież dzisiaj jest środa.. jak ja się wyrobie? sukienka, makijaż, dodatki, a jeszcze musze paznokcie zrobić.. Nie wierze, że dyrektor mi nie powiedział..
-O jejku nic nie wiedziałam, musze pójść na zakupy, kupić sobie sukienkę.-powiedziałam, a oni wybuchli śmiechem, ja zrobiłam się czerwona, i na moje szczęście zadzwonił dzwonek, Wraz z Piotrkiem poszliśmy pod klasę, zaraz po czym przyszedł nauczyciel, i zaczęliśmy matematykę.. nie lubię tego przedmiotu, ale dzisiaj jakoś mi szło.. siedziałam z moim nowym kolegom, który umie ten przedmiot.
Lekcje minęły mi szybko i fajnie.. kilka razy na korytarzu widziałam tego przystojnego pana Psychologa, a tak to siedziałam i rozmawiałam z nowymi trzema kolegami..
Koło 15;30 wyszłam ze szkoły, i czekałam aż przyjedzie po mnie mama.. czekałam z godzinkę i nic.. wkurzyłam się, ale pewnie cos jej wypadło.. postanowiłam postać jeszcze chwile, wtedy z budynku wyszedł zielono oki blondyn.. wiedziałam kto to, niepewnie uśmiechnęłam się w jego stronę, i on chyba zauważył, po obdarzył mnie cudownym i powalającym uśmiechem...jejku on idzie w moją stronę , Vanessa ogarnij się i zachowuj się normalnie..krzyczała moja podświadomość..

- Dzień dobry.. co tak sama stoisz?- zapytał.. o jejku jak on pięknie pachnie, dopiero teraz jak stanął tak blisko mnie poczułam.

- Dobry.. Stoję już tak od godziny i czekam na mamę a sama nie pójdę bo jeszcze nie znam dobrze drogi- Odpowiedziałam, zrobiło mi się głupio...

- To może ja cię podrzucę? - o jejku, co robić zgodzić się ? nie wiem.. szybko Van podejmuj decyzje no

-A to nie będzie dla pana kłopot?

-Jasne że nie, i nie jestem Pan tylko Marcin- OMG nie dość że zabójczo przystojny  to jeszcze ma takie mega fajne imię..

-Ja Vanessa.. więc co jedziemy? - pow..

-No ok..to mój samochód-wskazał na czarne BMW, podeszliśmy do wozu, i jak dżentelmen otworzył mi drzwi pasażera..
Podałam mu swój adres, i po chwili byliśmy już w drodze, przez całą podróż milczeliśmy.. krępowałam się trochę w końcu to straszy ode mnie, ale nie tak bardzo jak inni nauczyciele, pewnie był dopiero po studiach.. z moich myśli   wyrwał mnie jego ciepły głos..

- No to jesteśmy..

- Dziękuje bardzo za podwózkę-powiedziałam a wtedy stało się coś co nigdy nie powinno się stać, on pocałował mnie, tak łapczywie, ale namiętnie.. nie powiem podobało mi się, lecz szybko się oderwałam od niego.. powiedziałam ciche "Pa" i wyszłam z jego auta, zostawiając go samego..
gdy weszłam dopiero do domu, on odjechał, wiedziałam, że dla niego ta sytuacja, też niebyła łatwa..
Dni w szkole mijały szybko, a Bal zbliżał się coraz bardziej.. miałam już zrobione paznokcie i kupioną sukienkę itp.. ale i tak byłam nie spokojna.. Na korytarzach często spotykałam Marcina, ale tylko wymienialiśmy się głupim "Dzień Dobry'', byłam strasznie skrępowana, i taka nieobecna na lekcjach i przy rozmowach moich i chłopców.. myślałam tylko o nim, o jego malinowych ustach, które idealnie pasowały do moich..

-Nie przestań dziewczyno, nawet nie masz u niego szans-Krzyczała moja podświadomość..-Nie możesz się zakochać, on pracuje w twojej szkole, on nie może wiązać się z uczennicami, fakt pocałował cię ale pewnie dla niego to nic nie znaczyło.. musisz zapomnieć-Dalej mnie dręczyła.. ale ja tak nie potrafiłam, nie mogła przestać o nim myśleć.. Ten pocałunek, to był mój  pierwszy z chłopakiem, i było mi tak cudownie.. wtedy sobie uświadomiłam że CHYBA SIĘ ZAKOCHAŁAM...

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 2

Po napisaniu Notki zamknęłam książkę zwierzeń.. i resztę dnia spędziłam z rodziną..
O dwudziestej-trzeciej poszłam spać. Byłam tak strasznie zmęczona, tyle wrażeń jak na jeden dzień było za dużo, a jutro mój pierwszy dzień w nowej szkole.
O siódmej rano mój budzik zaczął dzwonić, nie chętnie zczołgałam się z łóżka, i poszłam się "ogarnąć"
Umyłam włosy, oraz je wysuszyłam,
Ubrałam się i uczesałam tak:

 
Po zrobionych czynnościach, zeszłam na dół do kuchni gdzie mama zrobiła mi drugie śniadanie. Postanowiła mnie odwieźć do szkoły, więc się zgodziła, nie znam za dobrze jeszcze Warszawy i mogłabym się zgubić. Droga nie zajęła nam dużo czasu, pod budynkiem byłyśmy o 7;45 więc miałam jeszcze dużo czasu, wyszłam z samochodu, i niepewnym krokiem weszłam do szkoły.
Szłam korytarzami szukając klasy numer 15, szłam zapatrzona w telefon, w pewnym momencie na kogoś w padłam, i upuściłam przedmiot, byłam wkurzona i przestraszona, bałam się, że ten ktoś na mnie naskoczy i zacznie mnie nękać, ale się myliłam.
Schyliłam się aby go podnieś i ten ktoś też to zrobił, nie pewnie podniosłam swój wzrok na niego, okazał się być to przystojny, blondyn, o pięknych zielonych oczętach, byłam zachwycona, szybko spuściłam mój wzrok i poczułam, że się rumienie, szybko podniosłam telefon.
-Przepraszam ja nie chciałem, z twoim telefonem wszystko okej?-odezwał się pierwszy, jego głos, to było coś takiego jakby anioł się do mnie odezwał, wtedy wszystko minęło, nawet moja złość. Czułam się taka wyjątkowa...
 
-Nic się nie stało, jest cały-obdarzyłam go najpiękniejszym uśmiechem jakim nigdy nikogo nie obdarzyłam, to było coś takiego innego, to było takie pierwsze, jakbym robiła to dla ukochanej osoby, a jednak on był obcy, nie znałam go..
 
-To dobrze, a tak w ogóle to jesteś chyba tą nową uczennicą prawda?-skąd on to wiedział, zna dyrektora? Jet jego synem? nie wiem nie mam pojęcia..
 
-Tak, a mogę zapytać skąd masz tą informację ?- byłam trochę zaskoczona, jego odpowiedzią..
 
-Ja tutaj jestem psychologiem, i takie informację zawsze dostaje- Jejku jak on bosko się uśmiecha, to jest takie "ahhh" Vanessa przestań nie możesz zakochać się w psychologu.., Myślałam, że on jest też  uczniem z 3 liceum, a tu taka niespodzianka.
 
- Rozumiem, przepraszam, ale musze już iść bo zaraz dzwonek a ja nie znalazłam jeszcze mojej nowej klasy.- Powiedziałam i chciałam już iść, ale on złapał mnie za rękę..
 
- Może ci pomóc? Jaka klasa, i Sala to cię zaprowadzę- powiedział i znów pokazał swoje białe ząbki..
 
-Sala numer 15, a klasa 3c-Powiedziałam i czekałam na jego odpowiedź..
 
- o to na drugim piętrze, więc chodźmy, mi akurat po drodze bo mam tam gabinet- Jak powiedział tak zrobiłam, szłam koło niego, a wszystkie oczy uczniów, szczególnie płci żeńskiej, wiem że on jest zabójczo przystojny, i chyba były zazdrosne o to, że szedł ze mną.
 
Po kilku minutach byłam już pod moją salą, pożegnałam się z nim i podziękowałam za pomoc, i akurat w porę zadzwonił dzwonek.
Weszłam z innymi uczniami do klasy, po czym mój nowy wychowawca Pan. Gozdek,
przedstawił mnie klasie, można powiedzieć, że przyjęli mnie bardzo dobrze, w klasie siedziałam z Piotrkiem, był to chyba syn, wychowawcy, odziedziczył urodę po ojcu,
Piotr okazał się być bardzo miłym i koleżeńskim chłopakiem, przegadałam z nim całe czterdzieści-pięć minut, zaproponował, że oprowadzi mnie po szkole, z miłą chęcią się zgodziłam, od razu kiedy zadzwonił dzwonek, wraz z moim nowym pierwszym kolegom, wyszliśmy z klasy z uśmiechami na twarzach, udaliśmy się pod następną salę, aby odłożyć plecaki, i udaliśmy się na "zwiedzanie"...

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 1

Świadomość, że jesteś sama w szkole, która liczy 1000 uczniów, przeraziło by niektórych, również mnie.. Od zawsze byłam sama, zero kolegów przyjaciół, sami wrogowie. Na początku było strasznie, wyzywali mnie, bo byłam inna taka ''szara myszka'', zawsze siedziałam w ostatniej ławce sama, do nikogo się nie odzywałam a i tak dostawałam liściki z docinkami...
Potem jak już myślałam, że sobie odpuścili  to zaczęło się istne piekło..... Nie wiem dlaczego mnie tak nienawidzili, przecież nikomu nic nie robiłam, nic po prostu byłam sama dla siebie.. może przez to znaleźli sobie kozła ofiarnego? być może... a ja  z  tym nic nie zrobiłam. Bałam się strasznie się bałam, przez to wszystko zaczęłam się okaleczać, aż w końcu trafiłam na odział, płukanie żołądka, Tak chciałam popełnić samobójstwo, lecz na moje nieszczęście mama wróciła wcześnie z pracy i mnie "uratowała", wiem zrobiłam to nie zważając na uczucia rodziny.. jak oni na to zareagują.. szczerze nie myślałam wtedy o tym, moje myśli zajmował wtedy strach, ból, przerażenie, ale też świadomość ze nie chce być na tym świecie, nie chce cierpieć..
Wtedy w szpitalu, moi rodzice przysięgli sobie, że wezmą tę sprawę w swoje ręce..odbyła się sprawa w sądzie.. a ci którzy mi to robili dostali tylko nadzór kuratora..
Moja rodzicielka z racji, że nie chce chodzić do tej szkoły postanowiła że porozmawia z moim tatą, o przeprowadzce do Warszawy.. byłam zdumiona.. ale i też szczęśliwa, że w końcu będę mogła zacząć nowe życie.. Nowe życie Vanessy. Kiedy w końcu zapadła ta decyzja, byłam taka szczęśliwa, rozpierała mnie taka radość, że miałam ochotę skakać i krzyczeć ze w końcu los się do mnie uśmiechnął..
                                    ************
2 Miesiące później, mieszkałam już w tym pięknym mieście, byłam w szoku, że rodzice tak szybko znaleźli dom, chodź nie ukrywam też radości z tego powodu... z dobrym nastawieniem zostawiłam stare miasto i stare dotychczasowe życie. Spaliłam również mój pamiętnik, w którym ostatnia notka brzmiała tak:
                                         Kochany Pamiętniku....
Piszę tutaj ostatni raz.. w końcu moje życie nabrało blasku. Wyjeżdżam do Stolicy naszego pięknego Kraju. Jestem  wniebowzięta. Zostawię mój smutek, rozpacz za sobą, i może w końcu będę szczęśliwą, uśmiechniętą i pełną chęci do życia  Vanessą, a nie tą starą szarą myszką, którą każdy miał gdzieś i  każdy ją poniżał bo w jego oczach taka zamknięta w sobie osoba jest nikim.
Szczerze mam tego dosyć.. zawsze byłam taka, bez przyjaciół.. pomagał mi tylko Tubmlr. Teraz będzie inaczej, mam taką nadzieje, że znajdę przyjaciół, a może nawet chłopaka, nie wiem lecz wszystko się może zdarzyć...
                                                                                                            Vanessa.
 
Napisałam tą notkę, a moja mama mi zaproponowała bym go spaliła, i założyła nowy, z początku nie chciałam bo tam pisałam swoje uczucia... Ale po długim namyśle, zrozumiałam, że jeżeli zostawiam stare życie to pamiętnik tez musi być nowy. I tak też zrobiłam, Wyszłam na ogród, już nowy ogród w nowym domu, wzięłam starą książkę uczuć położyłam ją na trawie i podpaliłam, patrzałam na ogień, i czułam jakby te wszystkie uczucia, boleści itp.. wychodziły ze  mnie, zostawiały mnie, ulatniały się, czułam się taka wolna, nowa, bez starych zmartwień, że znów pójdę do szkoły i znów zacznie się horror. 
Pierwsze Dni w nowym miejscu, zleciały mi szybko, rozpakowywanie się w nowym pokoju, wieszanie plakatów, musiałam tez kupić nowy pamiętnik, zwiedzałam miasto i szukałam odpowiedniej szkoły, aż znalazłam, była idealna, od razu poprosiłam mamę o to by mnie tam zapisała, gdy  się dowiedziałam że do tego ogromnego budynku chodzi tysiąc osób to mina mi z rzedła. Byłam przestraszona, ale nowy dyrektor zapewniał mnie, że szybko się tutaj odnajdę. Mama opowiedziała temu człowiekowi co się działo w starej szkole i, że mój stary dyrektor miał za przeproszeniem w "Dupie" to co się tam działo, gdy pan. Jabłoński wysłuchał opowieści mojej mamy to był w szoku, i jeszcze bardziej, mówił ze tutaj jest sto procent lepiej. Zaufałyśmy mu, bo w końcu trzeba dawać ludziom szanse.
Nazajutrz kupiłyśmy książki, które dostałyśmy w rozpisce ze szkoły, doszła do tego torba, piórnik i przybory. Gdy już byłam gotowa, to zaczęcia edukacji w nowej placówce, to wróciłam do domu i zaczęłam pisać notkę do nowego pamiętnika.
                                 ****************TU VANESSA****************
 Oto mój pierwszy wpis tutaj, w nowym miejscu, nowym życiu. Jestem taka szczęśliwa, nawet z tego ze idę jutro do nowej szkoły, jest tam tysiąc uczniów, z początku byłam w szoku i szczerze trochę się boje ze mnie w nowej klasie nie zaakceptują. Ale jak to mówią Zanim nie spróbujesz to się nie dowiesz. Ostatnimi czasy dużo zwiedzałam, Warszawa to naprawdę piękne miasto, lecz za dużo mieszka tu ludzi, Kiedy przechodziłam koło Pałacu Kultury to nie miałam jak się przepchać bo takie tłumy tam byłym, każdy gdzieś się spieszył, to do pracy, to do szkoły, to po to by dziecko do żłobka. Nie powiem, że mi się to nie podoba, bo podoba. Kocham rysować, i czerpie z takich scen inspirację i po prostu wchodzę w trans i maluje z pamięci. Jutro mój pierwszy dzień w szkole, strasznie się stresuje, ale rodzice powtarzają, że będzie wszystko dobrze..
                                                                                     Vanessa.